16 września 2011

Powrót z wakacji i mój angielski



Tegoroczne wakacje spędziłam w Turcji. Jest to bardzo malowniczy kraj, zakochałam się w nim :)
W hotelu miałam francuzów, rosjanów i niemców, mam kilka spostrzeżeń ale o tym w następnym wpisie.

Mój angielski... brak postępów. Mam wrażenie, że stoję w miejscu, czasem wydaje mi się, że się cofam. Czytałam, że w trakcie nauki tak się zdarza i żeby się nie poddawać bo później będzie z górki, ale faktycznie czas ten się wydłuża, co niekorzystnie wpływa na moją naukę, uczę się ale nie wkładam w to całego serca. Wiele rzeczy, których uczyłam się na początku, nie pamiętam już. Wiem, że trzeba robić powtórki aczkolwiek, nauka nowego materiału i powtórki powodują, że mogłabym na tym spędzić cały dzień. Może brak organizacji w mojej nauce?

Kolejny problem, moja gramatyka, mam duży zasób słów, ale gramatyka kuleje, ćwiczenia gramatyczne nic nie dają. Kiedy zaczynam mówić wszystkie reguły dla mnie znikają, po prostu mówię.

Czym dalej w las tym ciemniej.


.

13 komentarzy:

  1. :) Z ta gramatyka to odsylam Cie do mojego przedostatniego wpisu. Moze po prostu mniej cwiczen a wiecej wymyslanych przez Ciebie przykladow odnaszacych sie do Twojego zycia, przemyslen, planow, marzen, prawdziwych wydarzen?? Moze tak latwiej Ci bedzie pozniej.

    A jesli chodzi o powtorki, to mysle ze warto zawracac do poczatku i przerabiac to samo, albo przerobic kolejny podrecznik podstawowy. Tam sie wiele informacji powtorzy, ale beda tez nowe.Tylko podczas takiego zwrotu na poczatek to juz lepiej sobie darowac kontynuacje nauki na wyzszym poziomie. Ja sama z hiszpanskim czuje sie dobrze a i tak planuje przerobic jakis podrecznik od poczatku. Ja lubie zawracac do poczatku. Na prawde, moze cos tam ze mna jest nie tak, ale na prawde lubie i nie traktuje tego jako straty czasu. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpisuję się pod pierwszą częścią wpisu rękami i nogami. Wymyślić kilka głupawych przykładów dot. gramatyki i powtórzyć je sobie w przeciągu dnia tak z 5 razy w dowolnym odstępie czasu, i będziesz pamiętać. U mnie przy nauce hiszpańskiego sprawdza się to zarówno przy użyciu słownictwa jak i gramatyki. Np nie pamiętam jak jest "pogrążony" to sobie przypominam zdanie "żyjemy pogrążeni w plastiku" (z tekstu o ekologii).

    Co do powracania do początków, to cóż, moje zdanie jest takie, że najlepiej raz w miesiącu poświęcić ku temu jeden bity dzień, i przekartkować cały materiał, byśmy też sobie poprostu odświeżyli wiedzę.

    Aktualnie z hiszpańskim mam tak, że piszę z różnymi ludźmi z Wenezueli,Argentyny czy Hiszpanii i staram się używać konkretnych zwrotów gramatycznych w normalnej pisanej konwersacji, co też mi jakośtam pomaga zapamiętać dane zwroty, a jak już poczuję, że jest dobrze zapamiętane, to wiem, że nie zrobię błędu (wczoraj np uczyłem się różnyc między SER i ESTAR i były tam podane wyrazy po których jaki czasownik, to musiałem zrobić własne przykłady i ich trochę poużywać by spamiętać wszystko).

    Osobiście, sam do gramatyki nie mam cierpliwości (teksty w których pojawia się słownictwo mogę czytać w nieskończoność) więc stosuję metodę "na 3". Raz czytam teorię, po jakimś odstępie czasu znów ją czytam, a później robię masę przykładów, i zazwyczaj to się sprawdza...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ev ja jako Twoja wierna fana znam ten post na pamięć :) Staram się robić tak jak to opisałaś, dam znać jak rezultaty. Odnośnie powtórek, zrobię jak radzisz, zacznę od początku.

    Kierownica w sumie lepiej zapamiętuje się śmieszne przykłady więc tego też spróbuję :)

    Dziękuje Wam za rady :*

    OdpowiedzUsuń
  4. "Kolejny problem, moja gramatyka, mam duży zasób słów, ale gramatyka kuleje, ćwiczenia gramatyczne nic nie dają. Kiedy zaczynam mówić wszystkie reguły dla mnie znikają, po prostu mówię."

    To jest zupełnie normalne i zrozumiałe zjawisko. Kiedy człowiek koncentruje się na wypowiedzi, którą chce przekazać, nie jest już w stanie świadomie przypominać sobie reguł gramatycznych. Dlatego trzeba po prostu bardzo dużo mówić, mówić i jeszcze raz mówić, żeby zautomatyzować odruchy gramatyczne (tak jak mają je zautomatyzowane Anglicy czy Amerykanie czy inne anglojęzyczne nacje).

    Jedną z rzeczy, które naprawdę pomagają jest... gadanie do siebie. Sam miałem taki etap, że z braku rozmówców po prostu prowadziłem takie wewnętrzne monologi, opisując sobie to, co widzę, albo konstruując wypowiedzi na różne tematy. Odkryłem kiedyś na forum językowym, że wiele osób przez to przechodzi, więc z duża ulgą odetchnąłem, że wariatem nie byłem. Polecam, metoda jest przydatna.

    No i najlepiej gadać z innymi osobami po angielsku. Wystarczy godzina albo dwie tygodniowo, i po roku są niesamowite efekty.

    Pozdrawiam
    YEA

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja właśnie rozmawiam z dwoma amerykankami, ale może to dla mnie za mało i powinnam mówić do siebie :) tak zrobię! :) Dziękuję za radę i komentarz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ my mówimy o konieczności przegadania kilkudziesięciu czy nawet kilkuset godzin. Efekty będą się stopniowo pojawiać, ale na "niesamowitość" trzeba jednak solidnie zapracować. To trochę tak jak z jazdą samochodem – pierwsze 10 tys. kilometrów to jakie-takie opanowanie samochodu. Dopiero po przejechanych 100 tysiącach można powiedzieć, że się umie jeździć :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm.. mój tata też mówi dokładnie o 100 tysiącach, a mam dopiero 35 ))
    Też porównuję jazdę samochodem i mówienie w obcym języku. Kiedy zaczynam i jest mi trudno i straszno, myślę sobie: gorzej już nie będzie, więc nie ma czego się bać, tylko przetrwać ten początek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Macie rację, muszę uzbroić się w cierpliwość i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Gorzej nie będzie może być tylko lepiej :)
    Boję się tylko powrotu na uczelnię ponieważ będę mieć dużo zajęć w ty semestrze co za tym idzie mniej czasu, ale na angielski będę musiała znaleźć czas :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie no gorzej moze jeszcze byc !! - Jak rzucisz nauke i sie zaczniesz cofac do poczatku :D
    Nie boj sie. Jakos to bedzie. Ja tam sie w sumie ostatnio tez nie ucze wiec chyba zaczynam sie cofac, no ale coz :D moze Cie to pocieszy :D Zyje wyjazdem do Pl, wiec dopiero po powrocie sie wezme ostro za nauke o ile w ogole znajde czas, jesli nie zaczne pracowac i aaa tam. Grunt to obejrzec sobie jakis film albo wkrecic sie w serial. To bedzie to jakos podtrzymywac znajomosc jezyka. Jak tam Ci idzie OTH???? Tak w ogole ?:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja dalej bardzo chce się nauczyć angielskiego, chodzi tylko o brak postępów w tej chwili. Nie pociesza mnie, że się nie uczysz, masz się uczyć! :P
    Oglądam OTH, jestem przy końcu 6 sezonu, dziś może zacznę 7 :D bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  11. "Ależ my mówimy o konieczności przegadania kilkudziesięciu czy nawet kilkuset godzin. Efekty będą się stopniowo pojawiać, ale na "niesamowitość" trzeba jednak solidnie zapracować."

    Co do tego, to się stuprocentowo zgadzam. Np rozmawiając z jedną hiszpanką (bywało i tak, że rozmawiałem z nią po pięć godzin) cały czas robiłem jeden wkurzający dla niej błąd, mówiłem "każda persona" zamiast "wszyscy", i chyba za dwudziestym razem się odzwyczaiłem... ale cóż, to jednak jest dowód na to, że wszystkie błędy można skorygować, a dałbym sobie głowę uciąć, że można by było nawet wyplenić "gdzie idziesz" cały czas starając się mówić "dokąd idziesz"

    A i tak dla mnie osobiście najważniejsze jest słownictwo, bo bez słownictwa się nie przeżyje, a bez gramatyki, można przeboleć... co do gramatyki to jeszcze fajnie jest czytać sobie książki w oryginale bo wtedy są "reguły gramatyczne w kontekście".

    Osobiście polecam czytanie książek na głos lub z audiobookiem, jeżeli się wstydzicie mówić na głos przy domownikach :).

    A swoją drogą, dobrze jest sobie kupić fiszki audio (z wydawnictwa 4 głowy są, innych w sumie nie widziałem, a zagraniczne audio-flash-cards są tylko na jakieś androidy czy ajfony czy inne dziadostwo którego nie posiadam), gdyż w trakcie jechania środkiem publicznego transportu można sobie poświęcić te 15-30 minut na odświeżenie zasobu słownictwa (a liczy się ilość powtórzeń, a nie długość, więc długość wystarczająca).

    Ja tak właśnie uczynię, gdyż czytanie książek w SKM'kach staje się ostatnio niemożliwe...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja również myślę, że bez słówek z samą gramatyką się nie dogadasz, a w odwrotnym przypadku masz szanse :) jestem żywym przykładem :P Ja jadąc autobusem słucham mp3 po angielsku, staram się wykorzystać ten czas na to :)

    OdpowiedzUsuń